Třebíč


Třebíč - Dzielnica Żydowska
  • Dzielnica Żydowska i Bazylika św. Prokopa w Třebíci

  • 📅 Data wizyty: 2019-05-05

  • Niepodparte sklepienie w prezbiterium Bazyliki św. Prokopa

Odnalezienie Třebíci było pewną przygodą. Dojazdu do miasta strzegły mnogie znaki zakazu ruch. Jadąc na motocyklu w deszczu i temperaturze 8°C byliśmy już zniechęceni kolejnymi objazdami prowadzonymi wąskimi, dziurawymi drogami. Trochę się bałem, że miasteczko nie wynagrodzi nam godziny spędzonej na kluczeniu wśród pól i wioseczek. Nic bardziej mylnego! Tutaj naprawdę warto przyjechać. Dla dobrego piwa i sennej atmosfery, a przede wszystkim wyjątkowych zabytków, niezadeptanych jeszcze przez turystów.

Każda dobra przygoda zaczyna się w karczmie

Na nocleg w Třebíci wybraliśmy Bakin Bar (płatność tylko gotówką), który ponad częścią pubową skrywał hostelowe pokoje. Historia trochę przypomniała mi gry RPG (mój ulubiony cykl Baldur’s Gate), gdzie zmarznięci wędrowcy wchodzą do tawerny, by od szynkarza otrzymać klucze do pokoju na piętrze, a od miejscowych pijackie okrzyki zapraszające do wspólnej zabawy. Po przebraniu się i zagrzaniu (przez 20 minut nie czułem palców u stóp) udaliśmy się w stronę wzgórza, na którym znajdował się jedyny miejski browar.

Po drodze na kolację minęliśmy Bazylikę i stoisko zielarza (zioła dostępne od ręki nawet w nocy, opłatę należało uiścić do skarbony). Wewnątrz restauracji było gwarno, jednak bez problemu znaleźliśmy stolik. Zamówiliśmy rosół, sałatkę, łososia z grilla i kurczaka z warzywami. Razem z daniami wjechały dwa kufle Pale ALE. Rosół świetnie rozgrzał a piwko wprawiło w dobry nastrój po długiej drodze z Zagrzebia. Ogólnie dania były smaczne a rachunek wręcz wprawił w osłupienie – nigdzie podczas Majówki 2019 tak tanio nie zjedliśmy. Pozostaje nam jedynie wszystkim polecić Centrum Lihovar.

W drodze powrotnej postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej Bazylice. Niesamowite wrażenie zrobił na nas zwłaszcza romański portal oraz otoczenie kościoła, który został wkomponowany w renesansowy zamek (dawny klasztor). Poniżej wzgórza po drugiej stronie głównej drogi znajduje się Dzielnica Żydowska – jedna z najlepiej zachowana w Republice Czeskiej. Jeżeli ktoś wyobraża sobie krakowski Kazimierz to może się nieco rozczarować. Tutaj dominują niskie, jednopiętrowe domki, uliczki są wąskie a po północy brak śladów życia. Cichutko i pusto – idealny czas na rozmyślanie o minionych wiekach. Dzielnica jest być może niewielka, jednak pozostawia cudne wrażenie.

Żart rzeźbiarza

Zwiedzanie Třebíci rozpoczęliśmy od zamku. Muzeum jest podzielone na cztery stałe wystawy, do który obowiązują osobne bilety. Wybraliśmy wystawę dotyczącą łuków i detali architektonicznych. Na niewielkiej przestrzeni dawnego korytarza klasztoru umieszczono kilka płyt nagrobnych, parę elementów wystroju kościoła (piękna, drewniana chrzcielnica) oraz makietę zamku wraz z bazyliką. Ekspozycja trochę rozczarowuje, największą atrakcją było poszukiwanie głowy rzeźbiarza, który wyrył swój autoportret na jednej z płyt nagrobnych. Również wewnętrzny dziedziniec zamku pozostawia wrażenie pewnego zaniedbania (kafle chodnikowe z minionej epoki socjalizmu).

O godzinie 11 w Bazylice odbywała się Msza Święta. Pierwsze zwiedzanie wyznaczono dopiero na godzinę 13 (zwiedzanie zorganizowane z przewodnikiem w języku czeskim), mieliśmy więc czas na podziwianie zabytków żydowskich. W pierwszej kolejności udaliśmy się na cmentarz, pięknie ulokowany na stromym wzgórzu. Nekropolię wypełniają macewy z różnych epok, od starych wapiennych nagrobków, przez klasycystyczne grobowce do całkiem nowych granitowych obelisków. Najpiękniejsza część cmentarza znajduje się w pobliżu strumienia. Mur się tutaj nieco zakrzywił, mogiły pokrył bluszcz a całość wprowadza człowieka w nostalgiczny nastrój.

Lew w synagodze

Nieco poniżej cmentarza na lewym brzegu Igławy ulokowała się Dzielnica Żydowska. Ludność wyznania mojżeszowego do miasta w XV wieku przyciągnął miejscowy targ. Z biegiem lat tutejsza diaspora rosła w siłę, stając się największą na Morawach i pozostawiając za sobą liczne zabytki. Wśród nich godna uwagi jest Tylna Synagoga. W budynku mieści się Centrum Informacji Turystycznej, w którym można kupić pamiątki, w tym wino koszerne. Wnętrze Synagogi jest udekorowane polichromią z motywami roślinnymi. Naszą uwagę zwrócił jednak lew, dumnie prezentujący się na jednym z łuków balkonu. Jest to malunek o tyle ciekawy, iż w judaizmie (zwłaszcza ortodoksyjnym) zabrania się przedstawiania postaci ludzkich i zwierząt.

Dalsze zwiedzanie dzielnicy upłynęło nam na poszukiwaniu fajnego miejsca do zjedzenia śniadania. Naszą uwagę przykuł niewielki budynek szkoły z ładnymi elementami dekoracyjnymi (dziecko trzymające trójkąt czy też drugie grające na flecie). Zaraz obok znajduje się ciekawa brama – niskie przejście, które prowadzi korytarzem pod budynkiem mieszkalnym. Ze względu na zły stan, brak światła i zapach moczu wejście tą drogą do miasteczka nie należy do przyjemnych. Inne kamienice od wewnątrz również zdawały się wołać o pomoc. Klatki “zdobiło” niewybredne graffiti, brakowało oświetlenia a atmosfera raczej przeczyła pienią pochwalnym z przewodników turystycznych. Humor poprawiliśmy sobie dobrą kawę w restauracji Kocour a po szybkim lunchu udaliśmy się na zwiedzanie Bazyliki.

Browar w kościele

Historia Bazyliki św. Prokopa sięga początku XII wieku. Wówczas na ziemiach tych osiedlili się Benedyktyni, budując opactwo i małą kaplicę, którą w połowie XIII wieku znacznie rozbudowano do obecnego rozmiaru. W późniejszych latach w wyniku wojen i osłabienia pozycji benedyktynów świątynie sekularyzowano, przekształcając ją w spichlerz a później browar. Romańską kryptę wykorzystywano jako leżakownie dla wielkich beczek piwa a portal północny całkowicie zabudowano. W XVIII wieku nastąpiła renowacja kościoła, dobudowano między innymi barokowe wieże oraz sklepienie. Odkryto również północne wejście do kościoła. Ostatni wielki remont przeprowadzono w XX wieku nadając kościołowi obecny wygląd.

Zwiedzanie bazyliki rozpoczęliśmy od Rajskiej Bramy, czyli północnego przedsionka z niesamowitym romańskim portalem. Na uwagę zasługują zwłaszcza rzeźby postaci ewangelistów z głowami zwierząt, które ich reprezentują. Wnętrze kościoła nietypowo dla romańskich świątyń jest dosyć jasne. W górnych częściach widzimy barokowe rzeźby świętych istotnych dla Republiki Czeskiej. Ambonę ponownie dekorują czterej ewangeliści, tym razem wpisani w eliptyczną płaskorzeźbę. Niesamowite jest sklepienie w prezbiterium, które nie wspiera się na żadnej kolumnie a przy tym nie jest okrągłe. Wielkie cegły użyte do budowy świątyni noszą symbole czeladników, którzy je stworzyli. W razie braku zainteresowania ze strony dzieci można zachęcić je do poszukiwania takich samych symboli na niezliczonych kamieniach.

W Zakrystii zachowały się drugie najstarsze polichromie na Morawach. U końca prezbiterium mienił się w fioletowym świetle szkieł witraży piękny, neogotycki ołtarz. Niestety przysłania on jedną z większych atrakcji kościoła a mianowicie w całości zachowaną romańską rozetę (tą możemy podziwiać jedynie z zewnątrz). Następnie podążamy do gotyckiej krypty. W centralnej części sufitu odsłonięto tynk aby ukazać drewniane sklepienie dolnego kościoła. W pobliżu ołtarza jedna z kolumn ma nieco inny kształt od pozostałych. Stoi ona w miejscu gdzie znajdowała się pochylnia służąca do wtaczania i wytaczania beczek z leżakowni, gdy krypta stanowiła zaplecze browaru. Zwiedzanie kończymy w przykościelnym ogrodzie gdzie nasze spojrzenie pani przewodnik kieruje w stronę owej romańskiej rozety. Wyszliśmy zachwyceni, w niczym nie przeszkadza oprowadzanie po czesku, większość rzeczy dało się zrozumieć a wrażenie odbycia fajnej podróży w wieki średnie pozostanie z nami na długo.